Mateusz Drabik

Krótki opis
Właściciel strony www.KKK-CCC.MD; Monarchista, Kapitalista, Katolik - wyróżnia go to, że neguje sens obecnie istniejących podziałów i stosunku do przynależności
Pełny opis
Deklaracja ideowa KKK-CCC: Niniejsza inicjatywa jest przedsięwzięciem ideowym. Wywodzi się ono oczywiście z filozofii, jednak płynnie wiąże się z innymi dziedzinami, takimi jak ekonomia, socjologia, psychologia, polityka (traktując ją, jako nie-filozoficzną), teologia, historia oraz inne, potrzebne do trzeźwej oceny funkcjonowania świata. Inspiracją do działania jest fakt, że żadna dzisiaj istniejąca na świecie nisza ideowa nie jest spójna logicznie. Celem i misją jest popularyzacja określonych wartości i idei wśród ludzi mających aspiracje do brania odpowiedzialności za swoje stanowisko ideologiczne, czyli dla przyszłych autorytetów. Głównym przejawem działalności mojej – jako autora – a także innych, którym inicjatywa się spodoba, powinna być chęć, a nawet powinność dewaloryzacji obecnych schematów rządzących światem. Zdaję sobie sprawę, że życie na świecie nie jest, nie było i nie będzie „rajem”, a jakiekolwiek skutki pracy nad zmianami odległe w czasie. Mimo to, aby wiedzieć, co robić, trzeba znać cel i zawsze go bronić. Bez względu na to, czy prawo na to zezwala, czy nie; czy jest to poprawne społecznie i politycznie, czy nie – w imię prawdy zawsze trzeba działać. Ideologię najlepiej tworzyć od zera, aby nie opierać niczego na tzw. apriorycznych założeniach – czyli niewyjaśnionych tezach wstępnych. Żeby mówić cokolwiek o gospodarce, systemie sprawowania władzy, moralności lub jej braku, wolności, podziałach kulturowych, itd., należy najpierw stworzyć odpowiednie podstawy filozoficzne. Warto odnotować, dlaczego np. krytykujemy faszyzm? Przecież, gdyby założyć, że ideologia „rasy panów” jest prawdziwa, to ustrój i działania Hitlera były bardzo dobre – tak jednak nie jest, lecz wiemy to, bo skutki określonych działań były niezmiernie wyraźne w swojej patologiczności. Bez żadnej wiedzy, wiadomo było, że Hitler dokonał czegoś złego. Kiedy wyrazistość zła nie jest aż tak wielka, powstaje niewiadoma. Właśnie do zlikwidowania niewiadomych potrzebne jest silne podłoże filozoficzne. Rzecz jasna, opis rzeczywistości w tej deklaracji będzie sporo uproszczony, gdyż nie da się napisać krótko tego, co normalnie składa się z ogromnej ilości tematycznych artykułów i zbudowane zostało na latach dyskusji. Mimo to, postaram się zachować ciągłość logiczną. Podstawowym spostrzeżeniem, na jakie z całą pewnością możemy sobie pozwolić, jest to, iż byty istnieją. Bytem jest wszystko, co nas otacza – myśl, kot, pies, dobro, człowiek, Bóg, słowo, itd. Wiemy też, że są podmioty, które mogą to stwierdzić – czyli my – ludzie. Tylko nieistnienie mogłoby trwać bez przyczyny i wiecznie. Jednak istniejemy i z całą pewnością nie powstaliśmy z niebytu. Nasza materialna; fizykalna rzeczywistość nie mogła też wykreować się sama. Wszelkie prawa nią rządzące, wymiary, itp., nie posiadają odpowiedzi na fenomen swojego jestestwa. Fizyka i chemia prowadzi tylko do dalszej fizyki i chemii – a jak wspomniałem wyżej – wiecznie nie może prowadzić. Rozwiązaniem tego paradoksu jesteśmy my sami – nasza omylność i ograniczoność. Rzadko umiemy przyznać, a jeszcze rzadziej umiemy zdać sobie sprawę, jak małym pyłem jesteśmy w kontekście metafizycznego fenomenu istnienia. Nasza rzeczywistość jest z pewnością tylko fragmentem szerzej pojętej rzeczywistości. Tą niepojętą, meta rzeczywistość nazywamy transcendentalną. Byt zaś, który jest w niej kluczowy, bo wykreował wszystko, co jesteśmy w stanie poznać, nazywamy Bogiem. Ateizm nie ma zatem żadnych podstaw logicznych – jest całkowicie aprioryczny, a jego popularność wynika tylko z opłacalności w kontekście tworzenia patologicznych biznesów. Na tym etapie wypadałoby popierać sam teizm, jednak jedna z religii charakteryzuje się posiadaniem przymiotów wskazujących, iż jest prawdziwa. Jest nią Katolicyzm. Zanim napiszę, dlaczego Katolicyzm, wskażę dyskwalifikujące cechy innych religii. W Islamie teologia przedstawia niecnotliwe „nagrody” po śmierci, czyli Hurysy – wiecznie młode dziewice, które każdy zbawiony mężczyzna dostaje na własny „użytek”. W dodatku propaguje się wielożeństwo. Islam nagradza wartościami hedonistycznymi za moralne i czyni to kosztem godności kobiety. Protestantyzm to przede wszystkim idea predestynacji, która neguje godność osoby ludzkiej, jej wolną wolę oraz cnotliwość uczynków. Żydzi wyznają Judaizm. Deklarowana jest tam wyższość w możności do zbawienia przedstawicieli tylko tej religii. Judaizm promuje pewną formę predestynacji, jak również coś na kształt faszyzmu, gdzie rasą „panów” są Żydzi. Jest też religia, która w zasadzie nie ma znamion religii – Buddyzm. Budda to według samego Buddyzmu – człowiek oświecony. Jakby tego było mało, funkcjonuje w nim bezsensowna interpretacja duszy, według której nasze doczesne „ja” jest innym, wobec rzekomego realnego „ja” duszy. Efekt jest taki, że Buddyzm to w praktyce przekombinowany ateizm. Z bardziej znaczących religii został jeszcze Hinduizm. Tu jednak trudno o jakieś znamiona logiki, jest to raczej coś na kształt mitologii, elementu kultury. Większą trudnością byłoby znajdowanie tam logiki, niż znajdowanie jej braków. W Katolicyzmie zbawienie nie neguje cnotliwości czynów, jest jedynie formą niepojętego, odpowiadającego naszemu życiu spełnienia, co jest jak najbardziej logiczne i sprawiedliwe. Katolicka moralność jest kompatybilna z wnioskami czysto filozoficznymi na ten temat, rozdzielając obiektywne efekty czynienia dobra, od oceny moralności człowieka z punktu widzenia talentów i innych możności danej jednostki, łącząc zarówno sprawiedliwość oceny Boskiej przez jego wszechwiedzę, z miłosierdziem, które obowiązuje nas do ostatniej chwili życia. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać, ale dla zachowania formy, pozostawię to tak, jak jest. Przy omawianiu Katolicyzmu, warto robić to w kontekście faktu, że jest on religią. Jest to pojęcie bardzo wieloznaczne, odnoszące się zarówno do mistycyzmu, czym kompletnie się nie interesuję, jak również filozofii, ideologii – co jest mi bliskie. Z katolickiej koncepcji rzeczywistości, która jest kompatybilna z tym, co można wywnioskować czysto filozoficznie, oraz dodaje pewne informacje od siebie, wynikają określone skutki, a te rzutują na poglądy w wielu ważnych sprawach. Inną np. gospodarkę powinien popierać ateista, a inną Katolik. Inną koncepcję wolności będzie miał Islamista, inną Katolik, itd. Stwierdzenie prawdziwości Katolicyzmu, które tutaj delikatnie zaznaczyłem, jest podstawą do wniosków w innych sferach. Zacznijmy od wolności. Wolność nie jest jedną z najwyższych wartości, czyli moralnych. Jest jedynie dla niej fundamentem. Nazbyt propagowaną wolnością da się niszczyć wartości moralne i wtedy mamy do czynienia z patologią. Nie jest to również wartość bezkresna, więc da się dokonać przerostu formy nad treścią; wolnością niszczyć wolność. Wnioskując z tego, należy stwierdzić, że wolność jest właściwa wtedy, kiedy daje możliwość wyboru (aby móc przypisać decyzji wartość), ale ogranicza go na tyle, aby nie ingerować w racjonalną wolność innych ludzi, oraz aby nie niszczyć ładu społecznego, który powinien być nastawiony na moralność. Dziś bardzo popularne jest promowanie tzw. laickości moralnej, wedle której każdy człowiek powinien poznać wszystkie możliwości i samemu wybrać właściwą. Jest to niestety mit, utopia ideowa, celowo indoktrynowana, aby ugodzić w wolność – aby uzależnić ludzi od takich patologii jak: narkotyki, alkohol, pornografia, sodomia, materializm, hedonizm, rozwiązłość, itp. Podmiot zarządczy wprowadzający tzw. liberalizm moralny jest albo nieświadomy, albo zły moralnie, gdyż równa się to przejęciu sfery moralnej przez rynek – co nie ma nic wspólnego z wolnością. Wolny człowiek umie zdecydować, czy np. świadomie upoić się alkoholem, bo chce ominąć problem przez jeden dzień, czy go rozwiązać i nie pić, a zniewolony człowiek uważa, że np. przez alkohol rozwiązuje problem i nie ma w tym działaniu nic złego. Rzecz jasna w jednostkowych przypadkach nie ma to związku z wolnością w społeczeństwie. Kiedy jednak ogromna jego część jest uzależniona od narkotyków i hedonizmu, a spory odsetek myśli, że pederasta to zdrowy człowiek – tak jak dziś młode i średnie pokolenie – wtedy jesteśmy świadkami zniewolenia i propagandy – nie mniejszej, niż uważający się za „aryjczyków” ludzie w III Rzeszy. Każda patologia to nowy rynek zbytu. Najtrudniej zarobić na mądrym człowieku, a najłatwiej na głupim i podatnym na uzależnienia. Dzisiaj mamy do czynienia z nadzwyczajnym przypadkiem, mianowicie z ludem celowo pozbawionym moralnego kręgosłupa, myślącym, że ma wpływ na władzę, przez co w ogromny sposób nieświadomym tego, co się dzieje. Patrząc pod kątem zarządzania społeczeństwem, można wyróżnić z laickiego punktu widzenia trzy koncepcje „wolności”, a raczej samowoli: anarchia moralna, sugestia prawodawcza kanonu moralnego, oraz dyktatura moralno-kulturowa, gdzie nie wolno sprzeciwiać się jedynej „właściwej” ideologii. W związku z zależnościami opisanymi w powyższym akapicie, należy uznać to środkowe wyjście, jako najbardziej wolnościowe w szerszym rozumieniu. Idealna sytuacja prawna to taka, gdzie Kościół Katolicki (a dokładnie jego przedstawiciel do tego wyznaczony) ma prawo weta we wszystkich ustawach związanych z moralnością, lecz nie może sam uchwalać żadnych, ani odwoływać nikogo z osób odpowiedzialnych za kreowania prawa. W takiej sytuacji, nie zostaje zachwiana ani siła i odpowiedzialność władzy, bo to on wyjściowo wybiera profil moralny, jednak jest zablokowany w taki sposób, aby nie doprowadzić do patologii. Z powyższych ustaleń wyklarowała nam się koncepcja dążenia do ładu moralnego i wolnościowego zarazem. Kolejnym etapem jest zdecydowanie, jaki system gospodarczy należy uznać za właściwy. System ten nie może opierać się nijak na apriorycznych założeniach ani być niekompatybilny z ludzkimi przypadłościami oraz celem życia. Dzieląc najogólniej, są trzy koncepcje: nie ma potrzeby żadnych hamulców dla gospodarki i wszystko ukształtuje się samo; potrzebna jest interwencja w niektórych sferach; lub potrzebny jest całkowity zarząd nad gospodarką przez władze publiczne. Władza publiczna, aby mieć możliwość zarządzania, potrzebuje określonych zasobów. Musi je więc pozyskać, a więc z definicji zabrać podległym ludziom. W związku z tym, jedną z wytycznych jest aksjologia dotycząca kradzieży. Jak każda inna norma moralna, tak i kradzież ma wyjątki, kiedy można ją uznać, jako dobrą. Podobnie jak w pozostałych przypadkach, dzieje się tak wtedy, kiedy kradniemy z przymusu, aby za pomocą kradzieży uratować ważniejsze wartości. W kontekście sprawowania władzy, każdy podatek należy określić, jako kradzież, gdyż stanowi on przymusowe odebranie dóbr nawet pod groźbą uwięzienia. Dobry jest on wtedy i tylko wtedy, kiedy zapewnia nieosiągalne w inny sposób korzyści, jakimi są bezpieczeństwo i stabilizacja, oraz zapobieganie anarchii i mafii. Władza publiczna musi mieć zatem na tyle pieniędzy, aby utrzymać jakieś służby bezpieczeństwa, dzięki którym jej pozycja jest stabilna, przez co interes władzy staje się odwrotny, niż interes najbogatszych, czyli dziś właścicieli korporacji i koncernów. Kiedy taki stan opodatkowania ma miejsce, a do tego zarządca inspiruje się dobrym schematem moralnym w prawodawstwie, można nazwać to „normalnym systemem”. Wszelkie pozostałe podatki (nie wnikając w szczegóły i marginalne kwestie), należy uznać za patologię władzy, gdyż służą one utworzeniu zbytecznej grupy ludzi: urzędników oraz ograniczają wolność. Kradzież pieniędzy na przymusową szkołę, przymusowe oszczędności (zwane emeryturą), czy opiekę medyczną w „jedynym słusznym” zakresie i standardzie jest niepotrzebna. Socjalizm i komunizm wywodzą się z tego, że państwo – jako wybrane i reprezentujące większość, w taki sposób zabiera wszystkim, aby obronić większość przed najbardziej wyzyskującymi. Rzeczywistość pokazała jednak, że taki konstrukt schematyczny nie działa, gdyż rząd, będąc pozbawionym naturalnej konkurencji i mający liczne narzędzia propagandowe, sam staje się wyzyskiwaczem, a w dodatku przymusowym i na nieznaną dotąd skalę. Czas pokazał, że najskuteczniejszym sposobem na dobrobyt jest minimalizacja kosztów życia, czyli nie zabieranie ludziom. Z tej i powyższych przyczyn, socjaldemokracji i wszelkim innym odmianom socjalizmu oraz komunizmu mówimy wyraziste: nie! Ludzie muszą zdawać sobie sprawę, że tak samo, jak w każdej innej dziedzinie, również w zarządzaniu publicznym, większość ludzi nie jest ekspertem i nie jest to żadna ujma dla kogokolwiek, ale fakt. Jeśli ktoś nie wieży, to niech sobie przypomni, co z ludem zrobił Hitler, co z ludem robią zarządcy enklaw ekstremistycznego Islamu, oraz, co najtrudniejsze – zdajmy sobie sprawę, co z nas robi dzisiejsza socjaldemokracja unijna. W tym momencie byłby dobry moment na zakończenie, jednak jak dotąd, wykazałem słuszność tego, co głosi dzisiejszy tzw. „konserwatywny-liberalizm”. Jest jednak jeszcze jedna, bardzo ważna, acz globalnie zmarginalizowana sfera – stosunek do przynależności. O tym będzie kolejny akapit. Starając się jakoś uszeregować różne koncepcje stosunku do przynależności, warto ukazać trzy podstawowe możliwości: imperializm, internacjonalizm i kosmopolityzm. Ten pierwszy mówi, że należy uznać obecne podziały i dążyć do wywyższenia się swojego kraju/narodu ponad inne, ten drugi, że również należy uznać obecne podziały, ale dążyć do współpracy i harmonii z innymi – jest to podejście najbardziej powszechne, reprezentowane przez większość tzw. patriotów. Trzecia możliwość mówi, że nie należy uznawać dzisiejszych podziałów i zobiektywizować relacje międzyludzkie. Oczywiście każda z możliwości ma wiele podgrup, rodzajów, interpretacji, itd. Inny jest imperializm Hitlera, inny królowej Wiktorii. Inny jest patriotyzm p. Janusza Korwin-Mikkego, a inny p. Leszka Millera. Tak samo różne są koncepcje kosmopolityzmu. Nas oczywiście interesuje prawicowy, konserwatywny kosmopolityzm, który polegać będzie po prostu na wykorzystaniu nowych możliwości, jakie z całą pewnością daje XXI wiek. Należy pamiętać, że wszyscy „napaleni” na obecne podziały, nie urzeczywistniają tak naprawdę prawicowych ideałów, bo prawica to rozum i analiza, a nie emocjonalne słabości. W kolejnych akapitach postaram się zatem wyjaśnić, jaka i do czego jest nam potrzebna kosmopolitańska koncepcja stosunku do przynależności. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że podziały są, jakie są i jesteśmy wtórni wobec nich. Tzw. „patriotyzm” jest powszechny do bólu i praktycznie nikt go nie neguje, nikt nie pyta, po co nam on? Wszelkie możliwe przesłanki wskazują, że właściwie po nic. Podziały wynikają z odgórnych inicjatyw poszczególnych osobistości. Np. powstanie tego kraju to inicjatywa rodu Piastów, którzy podbili plemiona żyjące między Bugiem, a Odrą, narzucając im z czasem sztuczną jednolitość. Nie przyświecała temu żadna idea – więcej się zwyczajnie podbić nie udało. Dzisiejsze podziały są wynikiem tzw. przypadków historycznych, które utrwaliły się absolutnie bezideowo. Podobną analizę można przeprowadzić wobec nawet głębszych podziałów, takich jak kolor skóry. Wszyscy ludzie pochodzą z Afryki – stamtąd przywędrowały wszystkie gatunki sprzed homo sapiens na inne kontynenty. Wszyscy posiadamy wspólny gen pierwszej samicy. Trudno poniżać czy jakoś zbiorowo izolować tzw. „czarnych” wiedząc, że są statystycznie mniej rozwinięci tylko i wyłącznie z przyczyn geograficzno-klimatycznych. To taki sam subiektywny skutek, jak np. podziały krajowo/narodowe w Europie, tylko bardziej widoczny przez wielowiekowość. Promowanie podziałów w obecnej formie generuje tylko zwiększanie bezsensownych antagonizmów. Jedynie inicjatywa mająca na celu systematyczną i całościową dewaloryzację obecnych form podziałów jest w stanie zahamować ten proces, gdyż w obecnej konwencji, każdy w miarę autonomiczny lud będzie przy sprzyjających warunkach dążył do imperializmu. Kosmopolityzmu niestety nie da się wprowadzić w jednym miejscu i to sprawiło, że się jak dotąd nie wykształcił – nie dało się działać globalnie. Budowanie sobie enklaw do kultywowania jakiegoś mitycznego „narodu” jest deklarowanym celem nacjonalistów, lecz nie ma on przesłanek logicznych. Prawidłowy cel życia, jakim jest miłość bliźniego ma mnóstwo przesłanek. Przez sumienie każdy człowiek bez względu na wiedzę, ma informację, co jest dobre, a co złe. W kontekście naszych „talentów” i oceny Boskiej, dobro jest sprawiedliwym kryterium oceny. Możliwość czynienia dobra jest atrybutem fundamentalnym, a nie wymyślonym przez człowieka. Nie da się uniknąć dokonywania wyborów moralnych. Skutkiem dążenia do dobra jest doskonalenie pozostałych zależności, bo nie ma ono skutków ubocznych. Dobro jest obiektywne i aksjomatyczne. Takich przesłanek jest jeszcze dużo. Do czego są zatem podziały i jak wpisują się w dobro? Patrząc w kontekście cywilizacji plemiennej i koczowniczej, duże jednostki organizacyjne dały nam zwiększenie efektu synergii (czyli zwiększenie dobrobytu), zazwyczaj wewnętrzny pokój, możliwość jednolitego wprowadzenia szaty moralnej, prawo chroniące przed totalitarnym wpływem najbogatszych, czyli na dzisiejsze standardy – rządom mafii. Robienie z powodu podziałów jakiegoś fanatyzmu i sztucznych wartości jest całkowicie bezideowe, można to śmiało uznać jako patologię władzy. Podziały, a raczej ich skutki w różnicach, nie wynikają z jakiejś „mitycznej”, jakościowej i fundamentalnej różnicy pomiędzy ludźmi, tylko przez długotrwałe życie w innych warunkach, a zatem zamieniając się warunkami, z czasem uzyskalibyśmy takich samych ludzi. Należy teraz stwierdzić, jakie podejście do podziałów można uznać za racjonalne, bo w końcu jakieś podziały są potrzebne. Po pierwsze, nie można zapomnieć o fakcie, że różne miejsca na świecie posiadają różną charakterystykę. Klimatu, geografii, złóż naturalnych, położenia strategicznego, itp. nie zmienimy i z resztą nie ma takiej potrzeby. Różne miejsca, będą tworzyły zatem różne kultury, np. pustynną, górską, wielkomiejską, nadmorską, a w każdej z nich jeszcze bardziej szczegółowy przypadek połączenia cech danego obszaru, np. góral tatrzański, góral świętokrzyski, góral alpejski, itd. Ważne jest, aby nie przeszkadzać w rozwoju tym kulturom, a wręcz im pomagać, tak formułując jednostki zarządu publicznego, ażeby były one przypisane konkretnym kulturom, gdyż wtedy nie będą tłamsić ich oraz zlewać z innymi. Mało tego, wyspecjalizują się w problemach danej kultury. Warto odnotować też, że taka koncepcja kultury, która jest przypisana miejscu, a nie miejscu i ludziom, nie generuje żadnych antagonizmów oraz jest logiczna, bo to istotnie miejsce jest jedynym czynnikiem kulturotwórczym. Dzisiaj rozumiane kultury, jako sztuczne, wielkie zlepki ludzi, gdzie często na siłę, socjalistycznie podtrzymuje się tradycje, nie mają racji bytu. Istnieją tylko dzięki wielowiekowej enklawizacji, propagandzie oraz czynnikom socjologicznym. Fakty sprzyjają takiej koncepcji, bo także jakość sprawowanej władzy jest statystycznie lepsza w małych jednostkach. Wynika to z większej ilości realnych – personalnych kontaktów w stosunku do ogólnej liczby ludzi; mniejszej możliwości do przekrętów, itp. Bardzo często to właśnie małe jednostki utrzymały dzisiaj dobry profil zarządzania, jak Liechtenstein, Malta, Luxemburg, czy Katar, a nawet mniej znane, jak Man. Sceptycy oczywiście powiedzą, że to utopia, ale już wiele zarówno pozytywnych jak i negatywnych „utopii” weszło w życie. Prawda jest taka, że bez względu na dobro i sensowność, w życie można wprowadzić niemal wszystko – potrzebne jest tylko jakieś poparcie dla danej idei. Duża część moich pomysłów funkcjonuje już lub funkcjonowała (mniej lub bardziej świadomie) na świecie. Na terenie Rosji na przykład, istnieje bardzo duża liczba różnych krajów i innych okręgów częściowo autonomicznych, gdzie jest zarówno urzędowy rosyjski, jak i język rdzenny. Pokazuje to, że różne etnicznie grupy mogą żyć w pokoju na ogromnym obszarze. Aby ludzie traktowali się normalnie, potrzebna jest zarówno częściowa autonomia małych regionów, jak i globalna unia, polegająca na wspólnocie języka urzędowego (aby ludzie mimowolnie znali przynajmniej w stopniu zadowalającym jakiś język), swobodzie podróży, zamieszkania i pracy, jedności waluty i ustroju gospodarczego, braku podatków granicznych, a także wprowadzeniu na równi z pomówieniem i kłamstwem, zakazu prawnego kultywowania mitologii podziału w sferze publicznej. Ludzie nie mogą mieć możliwości do zamykania się w enklawy panów i sług, tak jak jest to dzisiaj, gdzie Europa i USA bawią się w socjalizm ponad stan, a pracuje na to większość ludzi na świecie. Zamiast bić się o piedestał, marnując regularnie dziesiątki lat ciężkiej pracy, trzeba nareszcie zneutralizować rynek i dać wszystkim ludziom na całym świecie równe szanse do interesów oraz poznania dowolnego człowieka, poprzez zburzenie wielowiekowych murów w relacjach. Właściwie poruszyłem już wszystkie, kluczowe idee dla mojej działalności, reprezentowane w ramach misji KKK-CCC. Rzecz jasna sama nazwa nawiązuje do idei dwujęzyczności, używając najlepszego języka do komunikacji – angielskiego. Celem moim, jako autora, ale także celem całego przedsięwzięcia, jest popularyzacja Katolicyzmu, Kosmopolityzmu i Kapitalizmu. Oczywiście świat nie jest prosty, a moje poglądy głoszę w wielu, dużo bardziej szczegółowych kwestiach. Wszystkie one są niezbędne dla szeroko pojętej normalności. Dzisiejsi tzw. „konserwatywni-liberałowie” pamiętają o profilu moralnym i o gospodarce. Są jednak zbyt twardogłowi na wyciągnięcie prostego wniosku, że stare podziały są głupie i problematyczne, niegodne możliwości XXI wieku. Jak gdyby tego było mało, ciągle na prawicy jest sporo fanatyzmu, robiącego z obecnych podziałów jakiegoś bożka. Z tym głównie chcę walczyć, bo to jest zakała prawicy i blokada dla rozwoju światowego, blokada przeciwko okrzesaniu ciągle i szybko rosnących możliwości, jakie daje nam rozwój techniczny. Nie należy oczywiście przy tym zapominać w jakikolwiek sposób o pozostałych sprawach, ale w nich mamy więcej sprzymierzeńców, więc siłą rzeczy, główne obciążenie padnie zapewne na kosmopolityzm.
Data rejestracji
Tagi reprezentanta
Brak tagów przypisanych do tego reprezentanta

Reprezentanci, którym nie ufam:

  • Brak